Toplista

Najlepsze Blogi

poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Nauczyciel na przestrzeni dziejów



Nauczyciel na przestrzeni dziejów.





...


W Fb nawiązałam do Niedzieli Palmowej, więc tu ograniczę się do tematu o nauczycielach, którzy dalej strajkują. Jakby tego strajku nie oceniać, to nie mają oni łatwej codzienności. Praca z uczniami nie jest łatwa, a i wymogi co do wiedzy wzrastają, tak zresztą było od zawsze. Niedobrze dzieje się, gdy nauczyciela nie darzy się szacunkiem. Gdy nauczyciel mało zarabia, nie liczą się z nim, 
a często nawet śmieją  się, że go nie stać na buty czy porządne ubranie. Są duże dysproporcje w zarobkach, jedni miesięcznie zarabiają po sto  tysięcy zł, a pozostali po dwa tysiące albo mniej, może władze państwowe ustaliłyby inny porządek rzeczy w tej konkretnej sprawie..., np. niech ci z nadmiernie wysokimi zarobkami płacą wyższe podatki...? Po co takim kolejny helikopter czy żaglówka?  Obniżyć tym, którzy mają, nieporównanie z innymi, 
zbyt wysokie zarobki, wtedy starczyłoby na podwyżki płac... 
Nauczyciel w starożytności też był różnie traktowany i oceniany... 


Chiny.
W Chinach nauczyciel był urzędnikiem państwowym. Cesarz powoływał urzędników, których zadaniem było kształcenie kadry do sprawowania w przyszłości ważnych stanowisk państwowych. Najważniejszym kryterium bycia nauczycielem była wiedza. Nauczycieli otaczano wielkim szacunkiem. Największym szacunkiem darzono nauczycieli, którzy zdali trzystopniowy egzamin naukowy, który sprawdzał wiedzę i umiejętności jej stosowania. Pomyślne zdanie egzaminu sprzyjało otrzymaniem najlepszej posady państwowej. Egzaminy były trudne, na 50. zdających, egzamin zaliczał tylko jeden.  Stan posiadanej wiedzy hierarchizował nauczycieli, wpływał na ich prestiż społeczny oraz wynagrodzenie. Nauczycielem szkół elementarnych zostawał najsłabszy i otrzymywał najniższą pensję. Stosował bardzo ostre kary - bicie lub klęczenie na ostrych i rozpalonych kamieniach, więc nazywano go „bogiem piekła”. Konfucjusz (Kung-fu-cy, 551-479 p.n.e.), był wybitnym filozofem, teoretykiem politycznym, twórcą feudalnego systemu edukacji i był nazywany „królem nauczycieli”. W starożytności czczono go jako „Najwyższy Mędrzec” i „Wzór dla Dziesięciu Tysięcy Pokoleń”. Uważał, że dobry nauczyciel powinien z pasją oddawać się swojej pracy, posiadać rozległą wiedzę, by uczeń z niej korzystał oraz by uzyskać dobre wyniki, powinien kochać uczniów, znać i rozumieć ich psychiczne uwarunkowania, a także stosować wlaściwe metody nauczania. Wyrazem nauczycielskiej cnoty było ustawiczne pogłębienie wiedzy ucznia. Nauczyciel powinien mieć jasne poglądy polityczne, być osobą skromną, dyskretną,  kulturalną oraz moralną i powinien uczyć bezinteresownie
Indie.
W Indiach kształciła najwyższa kasta – kapłani (brahmani). Swoją pracę opierali na przyjacielskich relacjach z uczniami. Podczas kilkuletniego pobytu w szkole, uczniowie przywiązywali się bardziej do nauczyciela niż do ojca. W epoce Upaniszadów i Sutry uczniowie mieszkali razem z nauczycielem 12, 24, 36, a nawet 48 lat. Podczas tego pobytu w domu mistrza poznawali święte księgi Wedy. Nauczyciel (guru) był mistrzem, prawie że wcieleniem bóstwa i autorytetem, któremu nie można było się sprzeciwić. Wyglądało to tak - "Przez cały czas nauki uczeń – „brahmaczarin” – był zmuszony unikać pokarmów korzennych, wonności i wszelkich przedmiotów zbytku, wiązał swe włosy w węzeł, nosił laskę, pas, odzież lnianą lub konopną albo nawet ze skóry. Unikając wszelkich przyjemności i rozrywek, które by się przyczyniały do wzbudzenia zmysłów, młody uczeń, skromny i pobożny, wychodził rankiem ze swoją laską żebrać o pokarm, a wszystko co otrzymał w ciągu dnia, przynosił nauczycielowi. Dopiero gdy mistrz się nasycił, uczniowi wolno było głód swój zaspokajać. Chadzał on codziennie do lasu po drzewo na opał i do studni po wodę dla całego domu. Codziennie rankiem przyprowadzał do porządku ołtarz, rozniecał na nim ogień i zasilał drewnem świętym, wieczorem zaś mył stopy mistrzowi swemu, a wytarłszy je, kładł go do łóżka, zanim sam udał się na spoczynek. Gdy po latach nauki, która zasadzała się na zgłębianiu „Wed”, częstokroć u różnych nauczycieli, uczeń powrócił do domu, przede wszystkim składał dary piękne swym nauczycielom, a następnie żenił się i zakładał ognisko domowe, jako gospodarz, wyzwolony z życia studenckiego."
Egipt.
W starożytnym Egipcie nauczycielami byli także kapłani, którzy mieli dużą wiedzę ogólną i edukacyjną. W owym czasie wiedza była ważna ze względu na możliwość awansu społecznego. Nauczyciel był tym, który mógł zapewnić młodemu człowiekowi zdobycie stanowiska urzędniczego lub zawodu pisarza. Celem i zadaniem nauczyciela było wyrobienie w uczniu zawodowej sprawności i posłuszeństwa faraonowi. Egipscy pedagodzy podejmowali pierwsze próby stosowania metod poglądowych w raczkującej nauce rachunków. Najczęstszym środkiem motywowania do nauki była rózga oraz kara zamykania w odosobnieniu. Kara fizyczna była uważana jako skuteczna metoda nauczania: "Młodzieniec ma uszy na plecach; słucha, gdy się go bije. Tyś mnie wychował – biłeś moje plecy, a nauki twoje wchodziły w moje uszy."
W szkołach egipskich była surowa dyscyplina, używano rózgi. Obecnie też by się przydała... Najgorszą karą było zamykanie uczniów na kilka miesięcy w świątyni. Przetrwała przestroga nauczyciela wobec nieposłusznego ucznia:  "Młody człowieku! O, jakże jesteś zarozumiały! W ogóle nie słuchasz, gdy do ciebie mówię! Twoje serce trudniej poruszyć niż wolno stojący obelisk wysoki na 100 łokci i na 10 gruby, który trzeba przetransportować. Potrzeba było wielu robotników, ale poddał się przecież ludzkim rozkazom! Ładuje się go na statki, płynie z nim z Elefantyny, by znalazł swoje miejsce w Tebach. Kupuje się tego roku krowę, a w następnym może ona orać! Jest posłuszna pasterzowi! Nie potrafi tylko mówić! Konie spędzane z łąki zapominają klacze-matki. Są zaprzęgane, chodzą tam i z powrotem z różnymi poselstwami Jego Wysokości! Stają się dokładnie takie same jak klacze, które je zrodziły. W stajni stoją i robią wszystko ze strachu przed razami! Ale ty nie słuchałbyś, choćbym cię tłukł wszystkimi laskami! O, gdybym znał jakiś sposób, którego mógłbym się chwycić! Wykorzystałbym każdą sposobność, żebyś tylko słuchał. Stałbyś się wtedy mężczyzną, który potrafi zapisywać zwoje papirusu zanim jeszcze pozna kobietę! Rozumne byłoby twoje serce, sprawne twoje palce, a twój język gładki w czytaniu".
Sumerowie.
U Sumerów nauczycielami byli pisarze, którzy za swoją pracę otrzymywali regularne pobory. Dyrektor szkoły nosił tytuł jej „ojca”, a jego pomocnicy byli nazywani przez uczniów „starszymi braćmi". Anonimowy nauczyciel sumeryjski przedstawił życie codzienne ucznia, który żył ok. 2000 lat p.n.e. Uczeń bał się spóźnić do szkoły, bo za spóźnienie groziła kara chłosty. Za każde jego złe zachowanie nauczyciel i jego pomocnicy bili go. Zarobki nauczyciela były skromne, stąd też chętnie korzystał z okazji, żeby otrzymać od rodziców jakąś pomoc. Rozpanoszyło się lizusostwo w postaci różnych datków, by nauczyciel łaskawszym okiem spoglądał na ucznia. Ten zwyczaj przetrwał do dzisiaj. Niektórzy nauczyciele  chętnie z tego korzystają ... Gdyby otrzymywali godne wynagrodzenie, nie byłoby tego nieprzyjemnego zjawiska... A w owym czasie wyglądało to tak - "Ojciec usłuchał syna, zaproszono nauczyciela, a gdy ten  przybył do domu, posadzono go na honorowym miejscu. Uczeń usługiwał mu przy stole i podejmował go gościnnie, a przy okazji popisywał się przed ojcem całą swoją dotychczasową umiejętnością pisania. Ojciec ugościł nauczyciela winem i pokarmem, ofiarował mu nową szatę, pierścień i podarunek. Nauczyciel, ujęty tą hojnością, skierował do swego ucznia następujące słowa: Młody człowieku, ponieważ nie wzgardziłeś moimi słowami, ani nie puszczałeś ich mimo uszu, życzę ci, żebyś osiągnął szczyty sztuki pisarskiej i miał do niej pełny dostęp. Obyś stał się przewodnikiem swych braci i przywódcą swych przyjaciół, obyś stanął w najwyższym rzędzie wśród uczniów… Wypełniłeś dobrze swe obowiązki szkolne i stałeś się człowiekiem nauki . Nauczyciel nieźle został obdarowany... Pewnie dlatego tak często karcił uczniów...
Jak widać i w tamtych latach nauczyciel borykał się  z niewystarczającymi środkami do życia...
Żydzi.
Żydzi uważali edukację za święty urząd. W szkołach judaistycznych nauczycielami byli rabini - uczeni w piśmie, znawcy prawa, które otrzymał Mojżesz na Górze Synaj . Nauczycielowi stawiano wysokie wymagania, obok znajomości Biblii i Talmudu  musiał wyróżniać się nienaganną moralnością i dojrzałością umysłową. Nauczyciel był wychowawcą całego narodu oraz wiernym protektorem tradycji., dlatego otaczano go szacunkiem: "Nauczyciel (...) doznaje poszanowania, urok słowa bożego nadaje mu szlachectwo." Talmud przekonywał, że nauczycielowi należy się taka sama cześć jak Bogu.  W szkole żydowskiej również stosowano kary cielesne. Hebrajskie słowo "mûsar" oznaczało naukę, jak i bicie.
Sparta
Wychowanie w Sparcie było niezwykle surowe i ukierunkowane na doskonalenie kondycji fizycznej oraz wszelkich umiejętności wojskowych młodzieży. Państwo było organizatorem zbiorowego zinstytucjonalizowanego wychowania. W VI wieku p.n.e. uchwalono przepisy, które nakładały na radę starszych i eforów obowiązek czuwania nad sprawami wychowawczymi. Powołano również pajdonomosa, wysokiego urzędnika państwowego do spraw wychowania dzieci i młodzieży. Obowiązek czuwania nad wychowaniem i postępowaniem młodzieży dotyczył każdego Spartanina. Dcn.
Literatura przedmiotu, cytaty z - "Zawód nauczyciela... "  Piotr Mazur 

sobota, 13 kwietnia 2019

"Postaw Boga na pierwszym miejscu"

                                         



                                                       ...



                                                                         Foto dom...



                                          ...


"Postaw Boga na pierwszym miejscu"... Bóg jest przy nas. Chce byśmy byli  z Nim. Żyj pasją, ale pamiętaj "Twoje marzenia bez celu, będą tylko marzeniami". Żyję pasją i mam cel, który realizuję codziennie. Miał być cykl moich spostrzeżeń co do zła. Nie żałuję czasu, ale jak w wielu przypadkach i tym razem mi go zabrakło. To i nie ma dalszych zapisanych przemyśleń na ten temat, chociaż byłoby o czym pisać. Dwoję się i troję, a jednak nie nadążam za zamiarami. Nadmiar zajęć, zainteresowań i wszystkiego innego... Ciągle rozmyślam. Dokonuję podsumowań. Żyję codziennością od rana do nocy. Często mylę dzień z nocą, ale jakoś funkcjonuję. Nie wywiązałam się z obietnicy danej Benkowi, ostatnio delikatnie mi o niej przypomniał... Obiecałam na wyrost, jeszcze się za to nie zabrałam. Będzie swojsko... Mój dzień wygląda następująco - wstaję o różnych porach ... Niezapowiedzianych gości nie wpuszczam, gdy jestem niegotowa, zwłaszcza że dzwonią domofonem przypadkowi ludzie ... Wszystkich poinformowałam, że mają się zapowiedzieć. W końcu mam prawo do prywatności. Lubię gości, ale to zrozumiałe, że muszę dla nich znaleźć odpowiedni czas... Nie przejmuję się tym już, czy to się komuś podoba, czy nie... W dobie zabiegania i telefonów, to jest normalne, że trzeba się wcześniej umówić. Upust dla najbliższych, mają kod, mogą wchodzić bez powiadomienia, ale znając moje przyzwyczajenia, dzwonią, że idą... Kiedyś tak nie było, ale z biegiem czasu, zmieniło się, bo inaczej nie poradziłabym sobie, chętnych na odwiedziny nie brakuje, więc umawiam się na konkretne terminy... Nie o tym jednak miałam pisać, tak jakoś wyszło... Jak wygląda mój dzień? Poranna toaleta albo dopiero okołopołudniowa, co u mnie równoznaczne z rankiem... Siadam przy toaletce, czeszę się i poprawiam urodę. W tym roku co trzy dni robię sobie selfie, gdy się wyszykuję... Rejestruję proces zmian...  (fotka dzisiejsza)





Bywa, że wyglądam całkiem ... całkiem... jak na moje lata, ale jest też i tak, że zadaję sobie pytanie -  czy to ja? Dzisiaj takie właśnie pytanie sobie zadałam.
Mina jakaś taka niezbyt zadowolona i ogólnie coś nie tak ... (Ktoś mi niedawno zarzucił, że nie pokazuję, jak obecnie wyglądam, więc o to jestem w całej okazałości...)
Nic dziwnego, miałam koszmarne sny, pewnie związane z tym, że niepotrzebnie dotykam cudzego nieszczęścia, które wywołuje niepokoje, jakie, tego nie zdradzę... Przed całkowitą rozpaczą z powodu zła, które funkcjonuje w świecie, ratuje mnie wiara w Boga, to ona wyzwala we mnie pokłady przetrwania... Oby tak dalej, jak codzienne funkcjonowanie w koniecznych czynnościach, takie jak : sprzątanie, gotowanie, zakupy ( przez internet) i inne przyziemne sprawy, od czasu do czasu jakieś wypady i niezmiennie, dość częste rozmowy telefoniczne, 
w których często pełnię rolę psychoterapeutki... Do tego pisanina 
i graficzne doświadczenia, czytanie i tv oglądanie, i najważniejsze - spotkania z bliźnimi... Niby nic a jednak tak wiele . 

środa, 3 kwietnia 2019

Byliśmy z Nim










Już 14 lat minęło, a wydaje się, jakby to było wczoraj...  Kolejna rocznica śmierci św. Jana Pawła II... Na nowo odzywają się tamte przeżycia.  Któregoś dnia  2005 roku otrzymałam przesyłkę z książką a w niej list -
"Szanowna Pani,
Proszę przyjąć egzemplarz książki "Byliśmy z Nim", której Pani jest współautorką. Dziękuję, że zechciała Pani wziąć udział w tym niezwykłym dla nas przedsięwzięciu. Dzięki temu powstała książka pełna emocji, głębokich przeżyć i przemian, wzruszająca i bardzo intymna. 



...W imieniu zespołu redakcyjnego "Gazety Wyborczej" bardzo Pani dziękuję.
Dariusz Jaworski (podpis...)
redaktor książki - "Byliśmy z Nim".



A było tak...  "GW"ogłosiła konkurs na świadectwa Polaków w dniach związanych ze śmiercią Ojca Świętego JP II. W dniu  Jego śmierci doznałam niezwykłych przeżyć... Na bieżąco opowiedziałam o nich mojej zaprzyjaźnionej koleżance, z którą znamy się od drugiej klasy szkoły podstawowej. To ona zachęciła mnie, by wziąć udział w tym konkursie. Wahałam się, koleżanka nie dawała mi spokoju, więc w ostatnim dniu przewidywanego terminu, tekst został wysłany i stało się - tekst mój rozpoczyna serię różnorodnych świadectw w książce, która, jakby nie było, jest cennym zapisem tamtych  trudnych dla nas dni. 



Moje świadectwo,  opublikowane w książce - "Byliśmy z Nim" - 
"Pragnę za Nim podążyć"

Wielki Tydzień. Czas skupienia. Czas nadziei.  Oczekiwanie. Żarliwe rozmowy z Bogiem. Cierpienie nie jest samotne, udziela się innym.
Ojciec Święty w szpitalnym oknie. Ale ta Jego twarz, Panie, przemawia męką! Zrób coś, przecież wiele Możesz! Zamilkły usta i tylko udręczona dusza czeka na cud... Wielki Czwartek. Na wieczornym nabożeństwie katedra wypełniona po brzegi. Znajduję miejsce po prawej stronie, w pobliżu tabernakulum. Zwykle jestem po przeciwnej, ale tym razem moje nogi skierowały się w inne miejsce. Plecy uginają się pod ciężarem smutku, jakby dźwigały worek kamieni. Wyciszony głos kapłana. Zatrzymuję wzrok na bocznej ściance tabernakulum. Na złocistym tle widzę głowę i ramiona Jana Pawła II... Nie dowierzam obrazowi. "Zwidy jakieś czy co?!"- myślę i w popłochu zamykam oczy. Jestem osobą dość praktyczną, ale czasami doświadczam zjawisk, które nie mają racjonalnego wytłumaczenia, dlatego oczekuję ich potwierdzenia. "Jeśli, gdy ponownie spojrzę, ten obraz powtórzy się, to znak, że naszego Papieża czeka w Domu Ojca Najwyższego najwspanialsze miejsce".  Otwieram oczy i ... widzę piuskę oraz charakterystycznie pochylone ramiona. Wydaje mi się, że papież lekko odwraca głowę. Nie mogę skupić się na modlitwie. "To niemożliwe" - mówię sobie. I nagle ... radość z otrzymanego przekazu i tego, że to właśnie mi się przytrafiło. Ale lepiej tego nie rozpowiadać, bo wiadomo, co ludzie mówią, gdy słyszą o czymś takim. Powiedzą: "Nawiedzona". Ale ja wiem, co widziałam i jest mi z tym dobrze. Wieczorem tego dnia transmisja z Watykanu. Pokazują Ojca Świętego na klęczniku. Kadr zrobiony z tyłu, więc na ekranie telewizora pojawia się ten sam wizerunek - głowa i plecy, tylko bez tamtej złotej poświaty... 



14 lat - dużo i mało jednocześnie... Przykro, że coraz mniej Polaków jest z Nim, przybywa tych, którzy kalają  Jego imię... Przyjmowany z wielkim aplauzem przez rodaków, teraz zostaje obrzucany wyzwiskami. Tyle nieprzyzwoitego hejtu pod Jego adresem... Jak tak można? Gdzie podziały się - miłość, entuzjazm i oddanie...? Co dzieje się z narodem? Należy temu położyć kres. Tylko wspólnym wysiłkiem ludzi dobrej woli można powstrzymać to niepokojące zjawisko. Brakuje człowieka na miarę Jana Pawła II i  w tym problem. Tyle Ojcu Świętemu zawdzięczamy... Jak krótką niektórzy mają pamięć... To nawet redaktorzy "GW" uczcili Jana Pawła II poprzez wydanie tej książki, gdzie podziali się ci, którzy wcześniej gloryfikowali Go...? 



czwartek, 28 marca 2019

Zło - kontynuacja...









ZŁO MA RÓŻNE TWARZE... 

Pod apelem o. Knabita wypowiedziała się  Świechna Kowalska, znana mi z odwiedzin w moich blogach. Zawsze krytycznie do mnie nastawiona. Muszę przyznać, że ma dobre pióro i z zainteresowaniem czytam Jej reportaże z Irlandii. Nasze światopoglądy są krańcowo różne.  Młodsza ode mnie to i bardziej nowoczesna, tyle, że i ja czuję się nowoczesna, mimo swoich tradycyjnych poglądów... Polubiłam  Ją...  Pewnie to kwestia pokoleniowa... - to widzenie świata... Inteligentka to istotka ale błądzi...  Dobry Bóg też takich kocha...
Z Internetu - (MSN) : "W miniony weekend w kilku miastach Polski odbyły się manifestacje pod hasłem "Hańba Biskupia". Jego uczestnicy wyrażali sprzeciw wobec "polskich biskupów wspierających pedofilię w Kościele". Do sprawy odniósł się na swoim blogu ojciec Leon Knabit.
Ojciec Knabit wskazuje, że dokładne badania w Sądach pozwalają stwierdzić, że duchowni stanowią 3 promile wszystkich skazanych za przestępstwa wobec małoletnich poniżej 15 roku życia. "A gdzie pozostałe 997 promili? Gdzie warto zorganizować manifestację?" – pyta.
...... We wpisie zamieszczonym na swoim blogu ojciec Leon Knabit napisał, że jeśli jakakolwiek grupa ludzi wśród swoich haseł na czołowych miejscach stawia zabijanie dzieci nienarodzonych i deprawację tych, co się jakoś urodziły, to nie jest polityka". "To jest etyka, a właściwie kpiny z etyki" – podkreślił duchowny. Jak dodał, jest to działanie przeciwko człowiekowi, które wymaga nawoływania do nawrócenia."
"Ludzie, opamiętajcie się!". Mocny apel ojca Leona Knabita..."
Do tego tekstu odniosła się Świechna Kowalska. 
Nasza rozmowa przebiegała następująco - 

Świechna Kowalska Dlatego, bo żadna inna grupa zawodowa nie zwołuje własnego sądu, żeby rozpatrywać winę jednego z tej grupy. Nie słychać też nic o przypadkach, aby przełożony dziennikarza czy hydraulika, dowiadując się o jego czynach pedofilskich, wybaczał mu wspaniałomyślnie i dawał jeszcze jedną szansę dla dobra gazety czy firmy hydraulicznej i uchodziło mu bezkarnie to, że nie poinformował o podejrzeniu przestępstwa wymiaru sprawiedliwości.


Wcale nie dlatego!




















Świechna Kowalska Krystyna Rozkrut Tylko i wyłącznie dlatego. I temat będzie tak długo ciągnięty, aż ta grupa zawodowa zamiast zamiatać sprawy pod dywan zacznie je po prostu zgłaszać na policję. Kościół miał dziesiątki lat, aby oczyścić się ze spraw najnowszych i sam nie potrafi. Za to na świecie pozwy z milionowymi odszkodowaniami działają na niego jak cud, chociaż to rzekomo prawda wyzwala. I bardzo dobrze.

Moje co nie co... - ( Krystyna Rozkrut)  :

Niezupełnie tak. Uwzięli się na Kościół, w którym najmniej takich drastycznych przypadków. A i owszem, oczekujemy od pewnych grup społecznych wzorców, zwłaszcza od duchownych i nauczycieli, niestety wyjątki są wszędzie, zło nie próżnuje, ono ma złodziejskie kończyny... Hierarchowie może chcieli dobrze, wyszło źle... Faktycznie i wśród nich są nieodpowiedzialni, to przez ich grzechy cierpią ci, którzy nie awansowali, a są zwykłymi, poczciwymi kapłanami, takie szare myszki pośród złota i purpury, którzy służą Bogu i ludziom, większość takich. Tak uważam... Gorzej, gdyby było inaczej, niż sądzę . Świechno, Twoja opinia wiąże się z Twoim światopoglądem, niesprzyjającym Kościołowi. Nie wolno jednym zarzucać, a o drugich, których więcej, milczeć. Jeśli oskarżać jednych to i tych pozostałych a nie tylko wybranych i to w wiadomym celu - zniszczyć to, co związane z Kościołem. To nic innego jak potwierdzenie tego, że ZŁO, jakby je nie nazwać, sieje swoje piekielne nasiona, a co z tego wyrośnie, nie trudno zgadnąć - bezsens i gorycz istnienia!
KRAŃCOWO RÓŻNE POGLĄDY. KTÓRE Z NICH PRZYCHYLNE LUDZIOM, A KTÓRE NIE? ZNOWU ZDANIA BĘDĄ PODZIELONE... Od dobrej woli zależy, jakie będzie ich funkcjonowanie i ostateczny wynik... Oby sprzyjający ludzkości! 



piątek, 22 marca 2019

Zło - moje rozważania...











Słyszałam, że zło jest skandalem dla filozofa. A czym jest dla współczesnego teologa? Chrześcijaństwo głosi doktrynę, że ZŁO wywodzi się od buntu aniołów i jego władczym zasięgiem nad światem. Epikur pytał, czy doświadczając zła, teiści powinni założyć, że Bóg nie jest wszechmocny i na wszystko nie ma wpływu. Założenia to wymysły, każdy dowolnie je przyjmuje... Należy trzymać się tezy, że nieodgadniony Bóg jest Tajemnicą. Tak sądzę. Sekret niech pozostanie sekretem, dopóki Światło się nie objawi. Nim to się stanie, pojawią się kolejne, niesprawdzone teorie. Zadajemy pytania, bo nie pojmujemy P. Boga. Pytamy - dlaczego P.Bóg nie powstrzymuje zła, które coraz bardziej się szerzy? Dlaczego pozwala, by niewinni cierpieli? Dlaczego dochodzi do tragicznych wydarzeń, zamachów i wojen? Człowiek stawia złu czoło, a Bóg z góry spogląda i nawet nie stara się tego zła powstrzymać? Doświadczenie pokazuje, że  wszystko dzieje się do  pewnego czasu, do czasu tylko... Czyżby Bóg dawał przyzwolenie na istnienie zła? Trudna jest do zrozumienia męka Pańska, cierpienie Jezusa. Każdy normalny ojciec ziemski, uczyniłby wszystko, by powstrzymać katów.  „O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: Eloi, Eloi, Lema sabachthani, to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” (Mk 15,34; por. Mt 27,46).Jakże wymowne to słowa... Plan Boży  tłumaczony jest tak- śmierć Jezusa na krzyżu to danie grzesznikom szansy na zabawienie. Zło niewinnego doprowadza do ukrzyżowania za grzechy innych, by ich zbawić... Niby dlaczego tak? Muszę powstrzymać myślenie, bo zabłądzę w niewłaściwym kierunku, nie jest mi dana wolność absolutna... Zabity ginie, by uratować kata... Ludzki rozum tego nie rozwiąże, wyobraźnia też nie, jedynie rodzą się wątpliwości, dlatego lepiej zawierzyć Boskiemu pomysłowi na świat.  Taka ufność jest potrzebna, by nie stracić wiary i ja tę ufność w sobie mam. W historii Chrystusowej jest wola Ojca na cierpienie w określonym celu, jakim jest zbawienie. Gdyby jednak Zło nie istniało, to by nie było cierpienia, wszystko, co dzieje się, dzieje się z woli Boga, czego zrozumieć nikt nie jest w stanie, dlatego są ateiści i notoryczni grzesznicy, którzy swoje tezy opierają na podpiłowanej drabinie kalekich dowodzeń, co obróci się przeciwko nim, gdy któregoś dnia z niej spadną w piekielne czeluście... Jest jednak i dla nich szansa, bo przecież śmierć Jezusa Chrystusa nie była daremna, jak wiemy, przebaczył przestępcy i zabrał go ze sobą do nieba. Niejeden grzesznik powiedział - " co sobie użyłem, to użyłem, ty nie używałeś i nic z tego nie masz, a koniec będziemy mieli ten sam, obydwaj będziemy w raju, bo jeszcze w ostatniej godzinie zdążę P. Boga przeprosić..." To i po co się starać, zapytają niektórzy? ... Starać się chociażby po to, by sobie nie przynieść wstydu poprzez złe uczynki i kreowanie zła, usiłować trwać w wierze, by tego zła było jak najmniej. 
Cdn. nastąpi...