Toplista

Najlepsze Blogi

czwartek, 14 lutego 2019

Walentynki to histeria, ucieczka od rzeczywistości czy pogoń za szczęściem?




Z okazji święta św. Walentego witraż z kościoła w Gzach...






    " Za panowania cesarza Klaudiusza Gockiego Rzym był uwikłany w krwawe i niepopularne wojny do tego stopnia, że mężczyźni nie chcieli wstępować do wojska. Cesarz uznał, że powodem takiego postępowania była ich niechęć do opuszczania swoich narzeczonych i żon. Dlatego odwołał wszystkie planowane zaręczyny i śluby. Kapłan Walenty pomagał parom, które pobierały się potajemnie. W końcu został zatrzymany przez prefekta Rzymu i poddany procesowi polegającemu na wymuszeniu siłą zaparcia się Chrystusa." - ze strony parafii pw. św. Walentego  w Gzach.
To objaśnienie  wiele wyjaśnia - św. Walenty - patronem MIŁOŚCI ! Polecam Litanię do św. Walentego ! Może pomoże w pojawieniu się lub utrzymaniu miłości, która niejedno ma imię. Na uroczystej akademii z okazji matury wręczono mi za osiągnięcia artystyczne, nagrodę książkową, w unikatowej oprawie..., - "Miłość niejedno ma imię "-  Pierre La Mure, o Feliksie Mendelssohnie, któremu wszystko sprzyjało... Dramat zaczął się od rękopisu J. S. Bacha... Odsyłam do lektury... Niestety, komuś pożyczyłam tę książkę, która nigdy do mnie nie wróciła... Wielka to strata dla mnie... To tak przy okazji i jeszcze zwrot ostrzegający - "Dobry zwyczaj nie pożyczaj!". Czy św. Walenty pomoże w kwestiach miłości? Jeśli ktoś wierzy, to tak. W głównej mierze to jednak od nas samych zależy, czy będziemy kochać i czy będziemy kochani. Próżne wzdychanie, gdy wyimaginowane kochanie. Kochać to znaczy być! Być razem na dobre i na złe. Nie na pokaz i nie z Dnia Walentynek a z potrzeby serca popartej czynami. Słodkie serduszka i kwiatki to jedynie miłe dodatki... Dalszy ciąg tematu w następnym wpisie.

Zakończę Walentynkowo... W końcu Daniel Martyniuk też tak postąpił, powrócił do żonki w podskokach z okazji narodzin córki, oby w tym wytrwał...


czwartek, 7 lutego 2019

Hannibale...













 Znam wielu ludzi i nieustannie poznaję nowych. Są różni. Wspaniali, dobrzy, tacy sobie, nijacy, odrażający i źli. Życzliwi i zawistni. 
Hannibale i Anioły. Których więcej? Któż to wie... 
Tak mi się pomyślało o tych drugich, tych pokiereszowanych własną niedoskonałością :
***
Gdy ktoś ma krótką drogę do nieba,
to innych krew zalewa, że on tak a oni nie.
Jednym drogę wskazuje śmiech 
a drugim jedynie gniew. 
Radość usuwa wszystkie przeszkody, 
złość wywołuje atak niezgody. 
Dar zdrowia, urody i powodzenie,
talent, majątek, przyzwoitość a nawet humor
budzą zazdrość i zawiść nie do ogarnięcia,
zainfekowani tym osobnicy
są jak puste kukły na mównicy.
Co im zostaje prócz rozgoryczenia, 
więc jątrzą i jątrzą bez ograniczenia 
albo schowani w swych czterech ścianach
milczeniem owiec przypominają Hannibala...
-----------------------------------------------
Ilu hannibali ( małą literą , bo... ) w polskich rodzinach ( wszystko zaczyna się w rodzinie...), środowiskach i w całym polskim społeczeństwie jest? 
PS. Spośród licznych moich grafik wybrałam tę z opancerzeniem, do tego  wierszyka napisanego na gorąco... 

poniedziałek, 28 stycznia 2019

Wydarzenia dawne i obecne...













Ostatnio swoje kroki kieruję do Facebooka, dlatego trochę trwało, nim ponownie zajrzałam do tego przytuliska... Już po północy, wcześniej nie zdążyłam, niedziela ma swoje prawa... Nie mogę jednak pominąć ważnego wydarzenia, jakim był wczorajszy dzień. Późno więc skopiuję to, co opublikowałam na Fb. 

Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu ...

74. rocznica wyzwolenia Auschwitz - Birkenau.
Holokaust... Brakuje słów, by wyrazić ogrom nieszczęść z tym, co się wydarzyło. Hitlerowskie Niemcy  bestialsko realizowały swój plan zagłady. Mam w oczach to, co zobaczyłam w trakcie zwiedzania tego koszmarnego miejsca... Ciarki mnie przechodzą..., gdy sobie  o tym przypominam. Niewinni ludzie ginęli, a świat czekał... Trwało, nim ta gehenna się skończyła. Piekło na Ziemi, jedno wielkie, nieopisane cierpienie, bezmierny ból i ten zapach palonych ciał... Okrucieństwo niemające sobie równych...  Największą stratę ponieśli Żydzi. Ofiarami byli ludzie z różnych narodów. W Auschwitz - Birkenau zginęła najstarsza siostra mojej Mamusi. Nie znałam tej cioci, Jej fotografia jest dla mnie wyjątkowo cenną pamiątką. . . Kiedyś o tym napiszę, jeśli wcześniej nie przejdę do innego wymiaru, oby nie w takich męczarniach jak uwięzieni w obozach zagłady...  Dlaczego zwlekano z pomocą i tak późno uwolniono pozostałych przy życiu więźniów?  Nie rozumiem, dlaczego jeszcze są tacy, którzy nienawidzą Żydów i organizują takie haniebne marsze jak podczas obchodów 74. rocznicy wyzwolenia obozu... ?  Chorych z nienawiści powinno umieszczać się w zakładach psychiatrycznych albo zakładach poprawczych... Na takie manifestacje daje przyzwolenie demokracja? 

PS. Mój pobyt na Facebooku zaowocował nowymi doświadczeniami, coraz bogatsza jest moja wiedza o ludziach, o których i tak za dużo wiedziałam. Mam mieszane uczucia. Pobyć tam jeszcze, czy zniknąć stamtąd na zawsze...? O tym, co tam zastałam, mogłabym napisać pracę naukową i to wielowymiarową. Właściwie to powinnam zająć się czymś o wiele ważniejszym, czym nie zdradzę... . Życie takie krótkie, czasu zostało mało, więc powinnam cenić ten czas, a nie rozmieniać na drobne... Nieroztropność jest szkodliwa... 
A co do ludzi, to spostrzeżenia, co do nich, nie są najwyższych lotów, tak jak to, co wnoszą do swego życia i innych.To taki ogólny osąd, bo pośród zgrai niewydarzonych są normalni a wśród tych normalnych nawet perełki... To widzenie pozbawione jest krytyki, jest wnikliwą oceną realiów.  

sobota, 19 stycznia 2019

... i zagrają Mu surmy zbrojne...






Na obrazku umieściłam foto z internetu, przy trumnie - żona i córki...

... 

Pogrzeby są nieuniknione... Tak jak wszystko inne w życiu są różne. Od noża giną codziennie ludzie. Nie o wszystkich jednak tak głośno jak 
o śmierci Pawła Adamowicza, cóż nie każdy jest prezydentem... Huczne widowiska nie każdemu pisane... Uroczystości pogrzebowe pełne ludzi 
i takie, w których uczestniczy tylko garstka żałobników. 
To jak w wierszu Marii Konopnickiej - "A jak poszedł król na wojnę..."





Tak jest, że biednemu i nieznanemu wiatr w oczy dmucha. Już odezwały się głosy niezadowolenia, że z takim przepychem chowają prezydenta miasta... Zawiść odzywa się nawet w najbardziej nieodpowiednim momencie...  Czego tu zazdrościć? Co z tego jak i tak wszystkich przysypie piach... Ludzie przeważnie są tam, gdzie bogactwo, gdzie znani albo gdzie ofiary losu..., reagują na określone wydarzenia. Zrozumiałe są uroczyste manifestacje żałobne w takich przypadkach jak ten z  Gdańska. Prezydent Gdańska odszedł do wieczności w szczególnych okolicznościach krótko po objęciu ważnego stanowiska. Zginął od uderzeń nożownika, w czasie gdy Polacy cieszyli się z udanej akcji WOŚP... Irracjonalna śmierć... Bezsensowna. Trudna do przyjęcia i zrozumienia. Jak czują się Rodzice, Małżonka i Dzieci w obliczu tej, tak okrutnej i zbytecznej śmierci, może to w niej, tej strasznej 
i niespodziewanej, ukrywa się przesłanie miłości, może to podpowiedź, by ludzie  przebudzili się z letargu nienawiści?   Obywatele, licznie uczestnicząc w pożegnaniu prezydenta Pawła Adamowicza, wyrażają protest przeciwko szerzącej się nienawiści  w narodzie i bardzo dobrze, że okazują tyle serca Zmarłemu, szczególnie gdańszczanie, którzy bardzo kochali swego prezydenta.  Taka niesprawiedliwa, wywołująca społeczny sprzeciw, śmierć, powinna być nagłośniona, szczególnie gdy ma charakter męczeństwa.




Wczoraj napisałam w Fb... :
Odszukałam tekst, który napisałam przed laty... Wszystko co wymieniłam, zdarzyło się ...  

śmierć  jest okrutna

jest  tyle śmierci co dzień
niechcianych nieprzewidzianych nagłych
ludzie giną jak muchy pac i nie ma człowieka
pijany wjechał na tory z wody wyciągnęli topielca
płaczą wierzby nad wodą i płacze matka
pożary powodzie tsunami ktoś skacze i pada na beton
z iskry ostatniego papierosa spłonęła staruszka
w wypadku zginął kierowca i jego sąsiad z żoną
za rogiem czai się morderca jest kilka niezidentyfikowanych ciał
2010 rok trzęsienie ziemi w Haiti 316 tysięcy zabitych
huragan pozrywał dachy zginęli wszyscy
tylko kot ocalał gdy na wioskę spadło tornado
terrorysta podłożył bombę w metrze wielu zabitych i rannych
samolot uderzył w drzewo nikt nie przeżył
szaleniec wyciągnął nóż i zabił
w szpitalnej sali zmarł chory na serce
bezdomny pod mostem oddał ostatnie tchnienie
jest tyle śmierci niechcianych nieprzewidzianych nagłych


Módlmy się za Duszę śp. Pawła Abramowicza i wszystkich, którzy ostatnio odeszli do wieczności... 




czwartek, 10 stycznia 2019

Słonko w moim domu...







Słonko w moim domu... A teraz noc  dlatego ta sonata... 
Któregoś dnia po Nowym Roku słonko, dosłownie, weszło do mego mieszkania. W pokoju okna były zasłonięte roletami, tylko jedno było 
w 2/3. przesłonięte  i to do niego wpadło światło słoneczne, widok był tak niesamowity, że zrobiłam zdjęcie telefonem...



Słońce to moja planeta... Dalej bez komentarza...

Dość długo mnie nie było więc kilka tematów w jednym wydaniu, o tym, co było i o tym, co jest. Było dużo zdarzeń i równie dużo jest... W moim życiu nudy nie ma, a czasu ciągle brakuje. Dlaczego doba trwa tylko 24 godziny? Mogłaby trwać co najmniej przez 48 godzin..., pewnie i wtedy nie zmieściłabym się w czasie bo za dużo wszystkiego, czym się pasjonuję i zajmuję. Miałam zrobić porządki w swoich archiwach, bo co będzie po śmierci,  gdy się do nich dobiorą ..., nie poradzą sobie z  tym balastem... Takie i inne dylematy głowę mi zaprzątają... Świąteczne zawirowanie powoli odchodzi na dalszy plan. Nie zdążyłam wszystkim przekazać życzeń, to mnie odrobinę dręczy... Pewnie inni też mają 
z tym kłopot. Gości nie brakowało... Także byłam w "gościach"..., lepiej będzie, gdy powiem - byłam na gościnie, gdzie nie zdradzę, lecz podpowiem, byłam tam, gdzie najczęściej mnie proszą... Są i tacy, którzy zaproszeń nie przekazują, wolą przyjmować gości w mediach społecznościowych w internecie, bo tak wygodniej - klik i obrazek z kawą i ciasteczkami na zamówienie, niektórzy uwielbiają takie bezstresowe goszczenie... Cóż, co kraj, to obyczaj, co dom, to inny zwyczaj,
a gospodyni - gospodyni nie równa, jedna gości przyjmuje, druga w spa albo na tańcach lub w saunie się relaksuje, co tam będzie nadwyrężać się podawaniem kawy i herbaty, i przygotowaniem przyjęć, gdy z tym wiele roboty..., etc. 
"Su takie i takie...", jak mawia mój znajomy..."!
Tu wypada się uśmiechnąć, więc uśmiech wysyłam w świat z różami w moich ustach...






Teraz będzie rozważanie z zakresu numerologii...

Moje cyfry...

Jedynka jak się masz...
Dwójka - za mną stoi straż...
Trójka - to jest to!
Czwórka ani to, ani to...
Piątka - nie wiem...
Szóstka  jak najbardziej!
Siódemka to nie to...
Ósemka może być bo ze mną od urodzenia...
Dziewiątka sprzyja mi... 
Dziesiątka dwuznaczna.
Jedenastka niekoniecznie.
Dwunastka z nią bezpiecznie.
Trzynastka jak najdalej. 
Czternastka - z nią można poszaleć.
Piętnastka mi sprzyja.
Szesnastaka przyjazna.
Siedemnastka nijaka.
Osiemnastka - to jest to...
Na tym zakończę liczb mi sprzyjanie lub nie.
Jedno sprawdzone -
Wszystko ważne w moim życiu
dzieli i mnoży się przez trzy... 
Sprawdziłam i doświadczyłam tego wielokrotnie,
czym ta trójka dla mnie jest... 
Liczby mają MOC!!! 
Chociaż ... może te dobre są złe i na odwrót? 

Rozgadałam się jak "gadałka" (szeptucha). Jest taki serial w telewizji - "Wiedźmy"(oglądam), to stąd ta "gadałka" się wzięła...




A teraz poważnie i ze smutkiem...
Do życia wiecznego odszedł śp. bp Tadeusz Pieronek. Miał swój punkt widzenia na wiele spraw, nigdy nie mówił pod publikę, odważnie głosił swoje poglądy i za to go poważam.
Niech spoczywa w spokoju i cieszy się z pobytu u PANA!




poniedziałek, 31 grudnia 2018

Noworoczne życzenia




kj-r


                                   



Poświątecznie, czyli dalej nastrojowo. Najpierw żmudne przygotowania do świąt - porządki, zakupy, przygotowywanie potraw, pakowanie prezentów, ubieranie choinki, przyjmowanie gości i sprzątanie po wszystkich atrakcjach... Jak święta to wszystko musi być zapięte na ostatni guzik, galowo, paradnie, majestatycznie. Narodziny Jezusa to wielkie wydarzenie, więc nie brakuje pomysłów, by ten fakt godnie uczcić. Tradycja Bożego Narodzenia jest przepiękna, wyrazista i barwna, jej obyczaje najlepiej wypadają w zimowej scenerii, niestety w moim mieście to rzadkość, w tym roku też obyło się bez śniegu. W polskich domach, jak co roku, nie brakowało
strojnych choinek. Moja choinka cała w czerwieni na tle czerwonej, koronkowej firanki... Postoi jeszcze postoi... Zaraz gotowość sylwestrowa więc kończę ... 


                               

poniedziałek, 24 grudnia 2018

piątek, 21 grudnia 2018

Kurczak, kaczka oraz piłka




Święta tuż ... tuż..., a ja, zabawiam się malowaniem kartek świątecznych, zamiast zabrać się za konkrety... Całe dotychczasowe życie za nie się brałam, to teraz pozwalam sobie na luzy..., bo kiedy jak nie teraz, lada moment może mnie nie być...
To jedna z tych kartek, zarys, pewnie jak wszystko inne wyląduje w koszu...





Kurczak, kaczka oraz piłka...

O czym marzyły dzieci ponad sto lat temu? Niedawno opublikowano życzenie pięciolatki sprzed 120. lat... Dziewczynka marzyła o kurczaku, kaczce i piłce.  Niewygórowane to były marzenia... Wtedy dzieci wierzyły w św. Mikołaja. Obecnie te mniejsze też wierzą, to widać po minie, gdy zobaczą św. Mikołaja. Te starsze, co najwyżej, udają, że wierzą, pewnie dlatego, że lepiej żyć złudzeniami niż bez nich. Dorośli złudzeń nie mają i są przez to ... Jacy są? Sami wiecie... Ubodzy bo pozbawieni złudzeń... A jak nic,  wszystkim przydałyby się cuda i cudy... Z wczesnego dzieciństwa zapamiętałam jedną "Gwiazdkę", tak nazywano święta w rodzinie mojej Mamusi, która osiadła w Borach Tucholskich, z jednej strony od zawsze, z drugiej wskutek carskiej represji... Na "Gwiazdkę" Gwiazdor roznosił prezenty. Św. Mikołaj rozdawał prezenty szóstego grudnia. Tłumaczono nam, że Gwiazdor to też św. Mikołaj, który przychodzi, gdy pojawi się pierwsza gwiazdka na niebie w Wigilię, stąd też wywodziła się nazwa świąt. Ta szczególna Wigilia głęboko zapadła mi w pamięci. Miałam niecałe dwa lata, może trochę ponad,  tak mi się wydaje... Święta spędzaliśmy w domu siostry mojej Mamusi. Wszystko wokół było piękne - długi wigilijny stół i choinka... (opowiadam o domu śp. cioci Wandy, prababci Ani, która mnie tydzień temu odwiedziła ze swoim sympatycznym narzeczonym, więzi rodzinne trwają i to jest wspaniałe!  O Wandzie ( z internetu) : "  W £ążku mieszkała p. Wanda Kulczyk, akuszerka (położna), która do porodów jeździła po całej okolicy rowerem lub furmanką. Po wojnie, z chwilą powstania  Ośrodka Zdrowia w Osiu Izby Porodowej, p. Wanda Kulczyk przez długie lata była tam położną. "  [aż do emerytury - opóźnionej bo nie chciała zrezygnować z pracy] :  Opracowała Krystyna Kater DZIEJE £ążka. "FAKTY I WSPOMNIENIA".) 
W piecu żarzył się ogień. Było przytulnie i miło... Narastało oczekiwanie na Gwiazdora. Starszy kuzyn Bogdan podbijał gorączkę tego oczekiwania. Taki był... Zawsze mnie czymś straszył i nieźle mu to wychodziło. Miało to pomagać, a jedynie szkodziło... Moja Mama ze względu na ówczesną sytuację, zostawiała mnie u cioci, która głównie pracowała, podczas gdy kuratelę nade mną sprawowała babcia Ani, moja ( 25 lat starsza) kuzynka Jadzia i jej o dwa lata młodszy brat. Przy okazji - Ania, o której wcześniej wspomniałam, jest wnuczką Jadzi, jest śliczna i mądra, wykształcona - architektura, budownictwo, zarządzanie. Niech wszystko co najlepsze spłynie na Nią, Jej ukochanego,  jak i na moje dzieci, wnuki i resztę Rodziny i Wszystkich, których znam ! ... To celowa dygresja a objaśnienie dla tych, którzy o wszystko czepiają się. Specyfika pisania tekstów blogowych taka właśnie jest... Wracam do zasadniczego wątku. 
Podczas nieobecności rodzicielki sprawiałam niemały kłopot. Ustawicznie płakałam z tęsknoty. Nie mogli mnie uspokoić to i doigrałam się ... Pojawił się Gwiazdor i rozdawanie prezentów rozpoczął ode mnie...  Groźny był - ogromny,  dziwnie ubrany, duża czapa, długie wąsy... Nie spodobał mi się, wystraszyłam się go. W dodatku od razu zaczął mnie pouczać, że byłam niegrzeczna i dużo płakałam, i dlatego daje mi rózgę.... To było jak uderzenie mieczem... Myśleli dobrze, a wyszło fatalnie.  Ten ból na zawsze zapisał się w świadomości... Jakby tego było mało, obdarował mnie dużą torbą w kształcie modnej wówczas tzw. tutki, a w niej na samym wierzchu - diabełek... To dolało oliwy do ognia. Tak mnie wystraszył, że dostałam spazmów, z rozmachem wrzuciłam go do ognia w kominku... Głęboko to utkwiło w mojej pamięci... 
Diabełek był prześliczny, figlarny, lecz to zrozumiałam dopiero po latach, wtedy przyjęłam jako coś niesamowicie odrażającego. Do dziś nie przepadam za złymi duchami i nie chcę mieć z nimi nic wspólnego... A kysz, ode mnie, złe moce!
Niemało zebrało się na wspominki... Święta mają to do siebie, że wywołują różnorakie nostalgie... Przede mną miłe, a zarazem niezwykle uciążliwe, zadanie - muszę zmienić w św. Mikołaja i przygotować prezenty, niezbyt estetycznie wychodzi mi pakowanie, liczę na pomoc córki, której to wychodzi bezbłędnie, tyle że Ona jest tak bardzo zapracowana i nie powinnam Jej do tego angażować... 
Nic to... Zapakuję w gotowe torebki. Co z tego jak i tak trzeba je będzie podpisać, roboty pod dostatkiem... Finał taki - święta i zaraz po świętach... A zysk jaki? Zostaną wspomnienia. Powiedziałam najbliższym, nie kupujcie mi drogich prezentów, wszystko mam, co najwyżej kupcie mi zwyczajne, ozdobne klipsy lub kolczyki, bo tego nigdy nie za dużo... Zawsze ma się jakieś życzenia, czy nie? Ciekawe co dostanę ... Pewnie jak zwykle o wiele za dużo... 
By zrobiło się smacznie, czekoladowy Mikołaj, który jest ze mną od 6 grudnia... 





środa, 19 grudnia 2018

Ku rozwadze co niektórym...






Melodię dedykuję Ateistom, może w niej odnajdą sens życia...



z blogu - 'małżeństwo niesakramentalne"  -
"...  o katoliku, który dziabnie Najświętszego Ciała Wielkiej, Wszechwiedzącej, Węglowodanowej Istoty pod postacią Spaghetti. Wesołych Świąt!" 
- wypowiedź ateisty, z którym wcześniej podjęłam spór z powodu jego ordynarnego słownictwa odnośnie Eucharystii i katolików ( część we wcześniejszych komentarzach w tym blogu i u ateisty). Ów zdeklarowany ateista w niewybredny i wyjątkowo perfidny sposób atakuje wszystko co katolickie, w czym wtóruje mu jego partnerka, cóż jaki pan taki kram. Właściwie to mogłabym, nie zabierać głosu w tej sprawie, lecz niby dlaczego jako katoliczka mam pozwalać na wylewanie pomyj na Pana Jezusa  i wierzących w Niego. Dlaczego mam nie reagować na obraźliwe epitety i czyjąś głupotę, której głównym celem jest jadowite poniżanie, dyskryminacja, agresja, szerzenie nienawiści do Kościoła i uparte, niczym nieuzasadnione, wykpiwanie wiary i wierzących, i przezywanie "katolami"?  Wywodzą się z tego samego gniazda, a na wszystko, co związane z Kościołem, plują. Takich wrogich i hucpiarskich ateistów zaczyna być coraz więcej. Niewiele brakuje, by słowa zamienili w czyny i siebie w katów ścinających głowy chrześcijanom, co jest teraz na porządku dziennym... . Prowokacyjne odzywki ateistów zmierzają w tym kierunku. Mam nadzieję, że psie głosy, takie są ich brednie, nie idą pod niebiosy, więc ich niecne podchody zakończą się fiaskiem. Ostatnio podjęli larum z powodu tego, że mogą jak inni świętować przy choince, oburzeni tym, że niektórzy uważają to za niestosowne w ich przypadku. Sądzą, że tradycja bożonarodzeniowa nie ma nic wspólnego z narodzinami P. Jezusa.  Niby tacy wykształceni z tytułami, a prostych rzeczy nie pojmują . Nie byłoby świąt Bożego Narodzenia, gdyby nie było narodzin Dzieciątka Jezusa...  W czym tkwi takie rozumowanie jak to? - 
" jakiś pan Jan się bulwersował, że ateiści jedzą pierożki i przytulą prezent w Boże Narodzenie. No kuchwa, a jakiż to związek prezent oraz pierożki mają z narodzinami niejakiego Jezusa z Nazaretu? Jaki ma związek choinka, światełka, opłatek…. To raczej ja powinienem się zapytać, dlaczego ludzie tacy jak on próbują zaaresztować do swoich potrzeb kompletnie świeckie zwyczaje. Żeby było jasne, zupełnie nie mam nic przeciwko, by wierzący strzelił sobie karpia, barszczyk, czy dał komuś prezent lub złożył życzenia, ale dlaczego uważa, że te niezwiązane z narodzeniem Jezusa czynności są zarezerwowane dla wyznających jego wiarę?" 
- cytat z blogu - "Związek niesakramentalny"
Odpowiadam -   "...świeckie zwyczaje..." ale związane z narodzinami Boga. 
Nie mam nic przeciw, by ateiści włączyli się w to świętowanie, tradycyjnie na wigilijnym stole dodatkowe nakrycie dla niespodziewanego gościa, bez względu na to  kim jest, co wyznaje i skąd przychodzi, taki chrześcijański, humanitarny obyczaj związany z Bożym Narodzeniem.  Świątynia Boża dla wszystkich. Coraz bliżej do światełka betlejemskiej gwiazdki... Oby ateiści otrząsnęli się ze swej nienawiści do wierzących w Boga. Ateizm mi nie odpowiada, jednak nie wytykam ateistów palcami, nie gardzę nimi, ani ich nie wyzywam, podczas gdy oni nabzdyczeni złością, pozbawieni rozsądku i tolerancji swoje frustracje i kompleksy okazują poprzez wściekłość mającą na celu ośmieszanie, w rezultacie taką postawą sami siebie kompromitują. Takie niszczycielskie zapędy, prędzej czy później, obrócą się przeciw nim.

Wstyd mi za tych, którzy jak ateiści myślą i mówią, tak jak wstydziłabym się robactwa na sobie, w sobie i w najbliższym otoczeniu . Nie dopuszczam do siebie robactwa w żadnej formie... W intencji ateistów pomodlę się . 
Ich wybory i sposób na życie to ich kłopot, mają do tego prawo, tylko dlaczego ością w gardle są dla nich katolicy i dlaczego w nich aż tyle zaciekłości i nienawiści?  
Niech się im dzisiejszej nocy Anioł w białej sukience przyśni, bo na domiar złego są  fanami tego co nieczyste... Pluła jak oni nie będę, pouczać nie przestanę, dopóki nie uniosą mnie do lepszego wymiaru... 

czwartek, 13 grudnia 2018

Dyzio Marzyciel...




kj-r





Zima za pasem a mi, jak Dyziowi Marzycielowi, zachciało się położyć na łące i zapatrzeć się w błękit nieba, którego coraz mniej
w codzienności,  zimowa aura temu nie sprzyja. Jednak przy pomocy Dyzia wszystko możliwe, takie zapatrzenie też...

Julian Tuwim

Dyzio Marzyciel

Położył się Dyzio na łące,
Przygląda się niebu błękitnemu
I marzy:
"Jaka szkoda, że te obłoczki płynące
Nie są z waniliowego kremu...
A te różowe -
Że to nie lody malinowe...
A te złociste, pierzaste -
Że to nie stosy ciastek...
I szkoda, że całe niebo
Nie jest z tortu czekoladowego...
Jaki piękny byłby wtedy świat!
Leżałbym sobie, jak leżę,
Na tej murawie świeżej,
Wyciągnąłbym tylko rękę
I jadł... i jadł... i jadł..."

Póki co, zwinięta w kłębek, z bólem duszy i ciała leżę na kanapie a nie na łące, wszelako w tej chwili, zgodnie 
z prawdą, siedzę przy komputerze i ... trwam z Dyziem Marzycielem, chociaż moim marzeniem nie jest jedzenie, zwłaszcza słodycze, tylko to, by ludzie byli doskonalsi 
i lepsi... 

"Oprócz błękitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba..."